Na wszystkie wakacyjne wyjazdy chcemy przygotować się jak najlepiej pod każdym kątem. I o ile brak dodatkowego T-shirta czy zapomniana szczoteczka do zębów zaowocują najnormalniej w świecie wizytą w pobliskim kiosku lub dodatkową przepierką, o tyle złe samopoczucie, czy wręcz choroba lub ból mogą skutecznie zepsuć nam wyprawę.

Po sieci krąży żarcik – „Patrząc na swoją apteczkę stwierdzam, że mam w życiu dwa cele uspokoić się i nie zesrać”J no właśnie, jak zaplanować rejsową apteczkę, żeby zabezpieczała więcej sytuacji J i to tych, które rzeczywiście mogą się zdarzyć.

Na pierwszy ogień to co odróżnia rejsy od każdego innego rodzaju wypoczynku czyli CHOROBA MORSKA. Jest to nic innego jak rodzaj choroby lokomocyjnej i należy do grupy KINETOZ czyli zaburzeń równowagi. O jej wywoływanie posądza się sprzeczne sygnały, jakie otrzymuje nasz mózg podczas żeglowania. Wzrok nie odbiera większych zmian i twierdzi, że jesteśmy w miarę stabilni, natomiast błędnik nie daje się tak łatwo zwieść i alarmuje, że nasze położenie ulega gwałtownym zmianom. Mózg nie najlepiej radzi sobie z sygnałami, które do siebie nie pasują i następują mało przyjemne efekty. Czytając w podręcznikach o objawach tej choroby wygląda to całkiem niewinnie, możemy przeczytać : brak apetytu, uczucie niewygody, złe samopoczucie, wreszcie nudności….. na pewno Ci z Was, którzy  przeżyli chorobę morską wiedzą, że bardziej przypomina to walkę o życie niż taki delikatny opis.

Na szczęście istnieją sposoby ulżenia sobie w cierpieniu i sprawdziliśmy je empirycznie podczas naszych rejsów. Po pierwsze tabletki na chorobę lokomocyjną, można nabyć w naszych rodzimych aptekach, ale nie wiadomo dlaczego te kupione lokalnie np. w Chorwacji działają lepiej i mniej usypiają. Sprawdzaliśmy skład – niby taki sam jeśli chodzi o substancję czynną. Może to jakiś psychologiczny efekt, niemniej jednak działa. Imbir w każdej postaci – my preferujemy kandyzowany z cukrem, naprawdę działa cuda. Słyszeliśmy, że wprowadzono na rynek plastry przeciw chorobie lokomocyjnej przyklejane na nadgarstki – niestety jeszcze nie próbowaliśmy.  I teraz najważniejsze – jeśli cierpisz na chorobę morską, nawet jeśli nie cierpisz – podczas gwałtownego kołysania za nic w świecie, pod żadnym, ale to żadnym pozorem nie schodź pod pokład!!! Tam czeka tylko zło, które jest w stanie pochłonąć nawet największych twardzieli, którzy wcześniej nie mieli objawów. Zostań na pokładzie, oddychaj świeżym powietrzem i staraj się wpatrywać w horyzont, a nie fale. Zajmij się rozmową, pograj w coś z resztą załogi, napij się coli. Z doświadczenia wiemy, że najczęściej objawy mijają drugiego dnia.

To tyle jeśli chodzi o najbardziej specyficzny aspekt rejsów. Ale co oprócz tego? W naszej apteczce zawsze znajdują się także:

ŚRODKI PRZECIWBÓLOWE – oprócz najbardziej popularnych niesteroidowych środków przeciwzapalnych czyli ibuprofenu i paracetamolu (warto mieć obie substancje, u różnych osób lepsze efekty daje jedna lub druga) zawsze mamy ze sobą naproxen, który jest idealny na bóle stawów i mięśni, ale dobrze też sprawdza się w początkowej fazie przeziębienia.

ANTYHISTAMINIKI – zawsze warto mieć coś przeciwuczuleniowego, nawet gdy alergii nie mamy. Duże ilości owoców morza, roślinność trochę inna niż w Polsce, a także niektóre gatunki zwierząt także morskich mogą spowodować, że potrzebne będzie odczulanie. Dlatego oprócz maści przynoszących ulgę rekomendujemy tabletki levocetyrezyny  lub desloratadyny, obie są dostępne także bez recepty. W nagłych przypadkach lub ciężkich uczuleniach oczywiście trzeba natychmiast szukać pomocy. Pamiętajmy – jeśli zaburzenia dotyczą w jakikolwiek sposób oddychania – nie czekamy!!! Udajemy się natychmiast do szpitala lub najbliższego punktu medycznego.

PANTENOL, ŻELOWE PLASTRY NA OPARZENIA – zawsze miejmy go przy sobie. Oprócz palącego słońca (szczególnie jeśli chodzi o panów, którzy przecież nie muszą się smarować) czyhają na nas kuchenki gazowe, wrzątek i inne niebezpieczeństwa.

ŚRODKI NA BIEGUNKĘ – nie możemy zapomnieć o jednym z naszych głównych celów po przeglądzie apteczki więc węgiel lub inne środki przeciwbiegunkowe np. z loperamidem. Jeśli jesteśmy przy tematach, które mogą nas odwodnić czyli wymiotach i biegunce to warto zabrać ze sobą ELEKTROLITY, które pozwolą nam uzupełnić to co straciliśmy z organizmu. Bonus jest taki, że mogą nam także uratować życie po zbyt długim wieczorze przy gitarze 🙂

ŚRODKI OSŁONOWE NA ŻOŁĄDEK – nie wszyscy mają z tym problem, ale zdarza się dość często, że zmiana diety, większa niż zwykle ilość płynów poprawiających humor, czy w ogóle próbowanie nowych potraw może skończyć się niestrawnością. Jest masa środków na niestrawność i zgagę – my polecamy osłonowo produkty zawierające pantopraol – lub omeprazol, a na wzdęcia simeticon.

FURAGINUM kąpiele w morzu czy jeziorze, bieganie w mokrym stroju kąpielowym oraz publiczne toalety sprzyjają zapaleniom pęcherza. Szczególnie narażone są na to kobiety i dzieci. Dlatego też w naszej apteczce zawsze mamy chemioterapeutyk o szybkim działaniu.

KROPLE DO OCZU – słońce, słona woda, wysokie temperatury – w takich warunkach warto zadbać o oczy. Jeśli nosisz soczewki kontaktowe, jest to wręcz konieczność. Dobrze mieć nawilżające krople do oczu, w sporych ilościach. Przydają się także w sytuacjach kryzysowych, kiedy trzeba oko np.  przepłukać.

OPATRUNKI – wszelkiego rodzaju plastry, bandaże, opaski uciskowe, woda utleniona, środki do dezynfekcji ciała. Aktywny wypoczynek ma to do siebie, że często zdarzają się drobne urazy, dlatego trzeba mieć pod ręką zestaw opatrunkowy. Gdyby zdarzyło się coś poważniejszego, też będzie konieczny.

To nasz zestaw, który sprawdza się od lat, nie tylko podczas rejsów.

Życzymy Wam, żeby wracał z Wami zawsze w postaci nienaruszonej. Ale wtedy nie zapominajcie przed każdą podróżą sprawdzać dat ważności środków, które chcecie zabrać. W naszej załodze stało się to rytuałem przed każdą podróżą.